„Szkoda mi dzieci.”

Polegli we wrześniu 1939 r.

W zasobie Archiwum Państwowego w Suwałkach, w materiałach archiwalnych Sądów Grodzkich i Powiatowych w Augustowie i w Suwałkach, wytworzonych po 1944 r., zachowały się niezwykle cenne akta, oznaczone symbolami „Zg” i „Ns”, a dotyczące uznania za zmarłe osób, które zginęły w latach drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu. Oprócz złożonych wniosków, zeznań świadków oraz protokołów i postanowień sądów można w nich natrafić na dołączone do akt przez wnioskodawców oryginały, ewentualnie odpisy, głównie różnego rodzaju korespondencji urzędowej i prywatnej. Wśród dokumentów zachowały się listy zmarłych z dni, gdy jeszcze żyli, lub tragiczne w swej wymowie świadectwa ich śmierci w bardzo wielu miejscach. Dokumenty dotyczą mieszkańców Suwalszczyzny, Sejneńszczyzny i Augustowszczyzny różnej narodowości i wyznania, ofiar wojny i okupacji, żołnierzy i cywilów, poległych na polu walki, zmarłych w niemieckich obozach jenieckich lub zamordowanych przez Sowietów, zamęczonych w łagrach, obozach koncentracyjnych i w więzieniach, skazanych na karę śmierci i powieszonych, rozstrzelanych, czy ściętych na gilotynie. 

W związku z tym, że mija kolejna rocznica wybuchu drugiej wojny światowej i wojny obronnej 1939 roku trzeba przypomnieć, że przed laty w szeregach jednostek augustowskiego, sejneńskiego i suwalskiego garnizonu wyruszyli na wojnę oprócz żołnierzy zawodowych, żołnierze służby czynnej i rezerwiści, którzy pochodzili z różnych miejscowości naszego regionu. Wielu z nich poległo najczęściej z dala od rodzinnych stron. Warto więc wymienić chociaż niektórych z nich i przedstawić krótkie relacje, potwierdzające ich śmierć, złożone po wojnie w Sądzie Grodzkim w Suwałkach. Treść zeznań może niekiedy budzić wątpliwości, ale tylko co do okoliczności, w jakich świadkowie dowiedzieli się o śmierci swych kolegów lub znajomych. Podawane w sądzie informacje miały formalnie potwierdzić prawdziwość tragicznych zdarzeń, więc starano się, by zeznania brzmiały możliwie wiarygodnie. Może dlatego niektóre z nich zawierają dość drastyczne opisy ran.  

Już drugiego dnia wojny, po południu poległ w Suwałkach Antoni Szymaszko, lat 31, plutonowy 2. Pułku Ułanów Grochowskich. Wiktora Wasilewska powiedziała w 1946 r. w sądzie: „1/IX.1939 r. był on jako zawodowy plutonowy 2. p. ułanów przy obsłudze [przeciwlotniczego] karabinu maszynowego, który stał w polu między elektrownią a młynem Sołowiejczyka. Dowiedziałam się wtedy, że Szymaszko został pociskiem karabinowym z samolotu niemieckiego zabity. Poszłam zobaczyć i widziałam trupa jego zbroczonego krwią. Na pogrzebie nie byłam, bo było wówczas niespokojnie. Latały samoloty”. Plutonowego Szymaszko pochowano na ówczesnym cmentarzu wojskowym przy ul. Augustowskiej.            

Również 2 września zginął w Suwałkach Franciszek Żelazko z Taciewa, lat 28, zmobilizowany do 41. Suwalskiego Pułku Piechoty. Świadek Kazimierz Kukowski w sądzie zeznał: „Franciszka Żelazko znałem. W roku 1939 wraz z nim jako rezerwiści zostaliśmy powołani do wojska i wcieleni do 41. pp w Suwałkach. Dnia 2 września w czasie bombardowania przez Niemców koszar 41. pp w Suwałkach Franciszek Żelazko został ranny, oderwało mu nogę i wyrwało bok. W parę minut po zranieniu Żelazko zmarł w mojej obecności na miejscu zranienia [na placu koszarowym]. Następnego dnia został pochowany na cmentarzu garnizonowym w Suwałkach”. Żona poległego Radosława Żelazko dowiedziała się o śmierci męża i wyruszyła do Suwałk, by go zobaczyć i pochować, ale w drodze poinformowano ją, że jest już po pogrzebie. Drugim żołnierzem, który poniósł śmierć w czasie tego nalotu, w tym samym miejscu, był Kazimierz Rutkowski z Augustowa, robotnik tartaku, wcielony do 9 kompanii 41. Pułku.

Po tych wydarzeniach 3 września dwa bataliony 41. Pułku wyruszyły koleją z Suwałk do Warszawy. Już w stolicy II batalion został skierowany do dzielnicy Ochota. Tu po południu 8 września rozpoczęło się natarcie niemieckiej 4. Dywizji Pancernej. W czasie tych walk, tego samego dnia poległ Wacław Domalewski z Suwałk, lat 28. Jego znajomy Wacław Liszewski w 1947 r. w sądzie oświadczył: „Znałem Wacława Domalewskiego jeszcze na kilka lat przed wojną. 24 sierpnia 1939 r. został on powołany z rezerwy do wojska i wcielony razem ze mną do 41. pułku piechoty. Byłem razem z nim na wojnie i w obronie Warszawy na ulicy Grójeckiej został on zabity z karabinu maszynowego. Widziałem jego zwłoki, które pochowane zostały na ogrodzie przy tejże ulicy Grójeckiej”. Drugi świadek Józef Iwaszko dodał, że widział poległego w okolicy ulic Grójeckiej i Opaczewskiej, leżącego na placu przy płocie ponoć aż 7 dni. Według informacji żony Domalewskiego jego ciało ekshumowano i pochowano na Cmentarzu Powązkowskim. 

Być możew bojach w tych samym rejonie zginął Jan Buraczewski ze wsi Motule Stare, lat 30. Świadek Jan Kaczanowski poinformował sąd, że „W roku 1939 ja i Jan Buraczewski jako rezerwiści, szeregowcy, zostaliśmy powołani do wojska i wcieleni do 41. pułku piechoty, Buraczewski jako żołnierz, ja zaś jako sanitariusz. W czasie walk o Warszawę, w pierwszej połowie września 1939 r. Buraczewski został zraniony odłamkami pocisku armatniego. W czasie przenoszenia go rannego na miejsce opatrunku zmarł on. Przenosiłem wówczas go rannego właśnie ja”.

W walkach w obronie Warszawy uczestniczył kapral rezerwy Stefan Kiełczewski ze wsi Szypliszki, lat 28, podoficer 41. Pułku Piechoty. Świadek Stanisław Łabędzki podczas rozprawy sądowej zeznał: „W roku 1939 ja i Kiełczewski byliśmy powołani jako rezerwiści i wcieleni do 41. pp. Ja byłem w plutonie łączności, on zaś w kompanii. W trzecim tygodniu wojny, będąc przy telefonie odebrałem telefonogram, że między innymi wśród zabitych wymieniono Stefana Kiełczewskiego. Następnego dnia w czasie zawieszenia działań wojennych chciałem odwiedzić ciało Kiełczewskiego, lecz było on już pochowany, na mogile był krzyż z napisem Stefan Kiełczewski”.

Z kolei Franciszka Rozmysłowskiego z Osowej, lat 30, zmobilizowano do III batalionu 41. PP. Pododdział ten został przerzucony najpierw do Wyszogrodu, a następnie na północno-wschodnie przedmieścia Warszawy. Rozmysłowski zginął w czasie nalotu w połowie września w Zaciszu pod Warszawą (obecnie jest to osiedle mieszkaniowe na Targówku), a świadek Aleksander Filipowicz zeznał w sądzie, iż: „Po bitwie pod Warszawą na przedmieściu Zacisze, przechodząc przez pole walki, natknąłem się na zwłoki żołnierza, który przypominał mnie Franciszka Rozmysłowskiego. Nachyliłem się nad zwłokami i na medaliku [blaszce z podstawowymi danymi osobowymi żołnierza, służącymi do jego identyfikacji w przypadku zranienia lub śmierci] wyczytałem nazwisko Rozmysłowski”.

Także do 41. Pułku Piechoty, ale do I batalionu został powołany Stefan Kazimierz Poźniak z Leszczewa, lat 31. Wymieniony pododdział z dowództwem pułku skierowany został na inny odcinek frontu, bo nad Pilicę w rejon Sulejowa. Poźniak poległ 22 września 1939 r. pod wsią Podhorce, powiat Tomaszów Lubelski, wskutek wybuchu granatu niemieckiego i został tam pochowany przez mieszkańców. Jego żona dowiedziała się o tym jeszcze w czasie okupacji z listu przesłanego z obozu jenieckiego przez por. Franciszka Godlewskiego. Natomiast inny świadek, Stanisław Janulewicz w trakcie rozprawy sądowej stwierdził: „Stefana Poźniaka znałem osobiście. Razem z nim po rozbiciu 41. pp znaleźliśmy się w jednym zbiorowym batalionie i braliśmy udział w walce pod wsią Podhorce pow. tomaszowskiego. Zostaliśmy tam rozbici. Od cofających się wraz ze mną rozbitków na drugi dzień po walce dowiedziałem się od kolegów, iż Stefan Poźniak został zabity w czasie walki.”

Antoni Anulewicz ze wsi Wiżgóry, lat 28, trafił do formowanego w Sejnach na bazie Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza „Sejny” II batalionu 134. Rezerwowego Pułku Piechoty, który wszedł w skład 33. Rezerwowej Dywizji Piechoty włączonej do Samodzielnej Grupie Operacyjnej „Narew”. Jego kolega Antoni Sienkiewicz oświadczył w sądzie: „W walce z Niemcami za Wyszkowem, 2 km od wsi Kamionka, kiedy nacieraliśmy na Niemców, Antoni Anulewicz został ranny odłamkiem pocisku armatniego w żołądek. Brzuch został mu rozerwany, wnętrzności poszarpane wyszły na wierzch, przechodziłem wówczas koło niego, leżącego na polu walki w takim stanie. Był on już umierający, powiedział „szkoda mi dzieci”. Od kolegów z pułku  dowiedziałem się, iż Anulewicz w kilka minut po zranieniu zmarł”.

Stefan Giełażys ze wsi Grauże Stare, lat 32, zmobilizowany do tworzonego na bazie Batalionu KOP „Sejny” II batalionu 134. Rezerwowego Pułku Piechoty (ewentualnie do III batalionu tego pułku, ale sformowanego na bazie Batalionu KOP „Suwałki”) podobnie jak A. Anulewicz zginął w walkach nad Bugiem. Świadek Justyn Zimicki mówił w sądzie: „W 1939 r. zostałem przydzielony razem ze Stefanem Giełażysem do III batalionu KOP-u w Sejnach i w czasie walk nad Bugiem przy odwożeniu rannych do tyłu odwoziłem Stefana Giełażysa na punkt opatrunkowy, był on ranny w lewą pierś i miał wyrwane plecy. Na punkcie opatrunkowym Stefan Giełażys zmarł i widziałem jego zwłoki”. Sierżant Kazimierz Wiktor Lorenc, lat 42,zawodowy podoficer KOP poległ pod Sopoćkiniami. Jak wiadomo, w rejonie tego miasteczka walczył przeciwko oddziałom Armii Czerwonej Batalion KOP „Sejny”. Jednak już w 1946 roku w suwalskim sądzie dwaj świadkowie chyba musieli skłamać, bo twierdzili, iż KOP uczestniczył w walkach, ale z Niemcami. Jako dowód w sprawie  żona K. W. Lorenca przedstawiła list z 8 września 1946 r., w którym jego autor napisał: „W roku 1939 jako wojskowi razem z mężem Pani opuściliśmy Suwałki i byliśmy razem, aż doszliśmy do Sopoćkiń. Odtąd mąż Pani mi zginął i nie miałem żadnych wiadomości o nim. Ja popadłem do niewoli rosyjskiej i w obozie w Rosji przypadkowo spotkałem się z jego współpracownikiem panem Patyną, który mi oświadczył tą smutną wiadomość o śmierci Pani męża. W okolicy Sopoćkiń obaj byli na wywiadzie, w którym zginął mąż Pani […]. Sądzę jednak, że zeznanie to może polegać na prawdzie, ponieważ wówczas koło Sopoćkiń zginęło dużo wojska z KOP”.

Skany [przeglądaj]Strona 1 z 20
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20

Wybierz stronę z paska miniatur lub otwórz ją na pełnym ekranie. W pełnym ekranie użyj kółka myszy albo gestu szczypania, aby przybliżyć skan.

Pobierz artykuł w PDF

  • Kopie pochodzą z akt Sądu Grodzkiego w Suwałkach, sygn. Zg 16/1946, Zg 78/1946, Zg 90/1946, Zg 101/1946, Zg 104/1946, Zg 117/1946, Zg 120/1946, Zg 123/1946, Zg 29/1947